W piątek 28 sierpnia, wybraliśmy się w okolicę „Fajnej Ryby” na kolejną edycję BAT on Tour. Tym razem postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym i poczynić przy tej okazji przygotowania do zbliżających się - organizowanych przez naszą Grupę - 36-godzinnych manewrów: 0peracja Chiroptera.
Wyjechaliśmy z Łodzi ok. godziny 8:00 w składzie: dMon, Levy, Rosa i Ja – Rosiu. Na początek pojawiliśmy się w Nadleśnictwie i na Policji w Przedborzu, by powiadomić o organizowanych Manewrach.
Następnie udaliśmy się w okolicę Fajnej Ryby, a dokładniej w okolice miejscowości Gaj, by znaleźć odpowiednie miejsca parkingowe, do przyjęcia większej liczby samochodów. Szczęście nam sprzyjało, gdyż już z pierwszą napotkaną osobą, udało nam się wszystko załatwić. Na terenie prywatnego gospodarstwa, w sąsiedztwie Fajnej Ryby, mamy możliwość rozmieszczenia ok. 50 samochodów. Jest też miejsce, by rozpalić ognisko. Po zaparkowaniu samochodu usiedliśmy nad mapą terenu i ustaliliśmy obszar Manewrów, kierunek marszu i działania przygotowawcze. Levy z Rosą wzięli się za przygotowanie imitacji złota, by rozmieścić je na terenie „kopalni złota”, która występuje w scenariuszu Manewrów.

Po przygotowaniu wszystkiego i spakowaniu całego ekwipunku, wyruszyliśmy w teren. Podczas marszu sprawdzaliśmy dokładność przygotowanej wczesnej mapy, która wypadła bardzo dobrze.


Teren jest naprawdę rewelacyjny a co najważniejsze trudno jest tam spotkać kogokolwiek… wszędzie panuje cisza przerywana tylko lekkim szumem drzew i odgłosami ptaków. O godzinie 18:20 doszliśmy do zaplanowanego wcześniej miejsca obozowiska.
Poczyniliśmy niezbędne przygotowania do spędzenia tam nocy, w oczekiwaniu na naszych kolegów, którzy mieli do nas dojechać w składzie: Vito, Che i Kazik.
Chłopaki zameldowali się na radyjkach ok. godziny 23:30. Ja, Rosa i dMon postanowiliśmy wyjść im naprzeciw. Ten spacer w ciemnościach był kolejnym, ciekawym doświadczeniem. Wszyscy razem zjawiliśmy się ok. godziny 1 w nocy w obozie, gdzie całego dobytku pilnował samotnie (choć czy tak naprawdę było?? ) Levy. Mimo zmęczenia posiedzieliśmy jeszcze kilka dłuższych chwil, rozmawiając o wszystkim i o niczym, by niebawem udać się w krainę sennych przygód, przy pełnionych na przemian wartach. Po przebudzeniu okazało się, że pogoda znacznie się zepsuła i w oddali było słychać nadciągającą burzę. Na szczęście Kazik zabrał ze sobą namiot, pod „ochroną” którego przeżyliśmy ulewę i potężne uderzenia piorunów. Po przejściu burzy, w strugach deszczu wyruszyliśmy w drogę powrotną. Do samochodów dotarliśmy ok. godziny 15:30.
Zrzuciliśmy z siebie cały, mokry od deszczu ekwipunek, przebraliśmy się i po chwili odpoczynku pojechaliśmy do Przedborza na obiad, a potem do naszych domów.
Mimo zmiennej pogody, wykonaliśmy wszystko co zostało zaplanowane. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że 24-ro i więcej godzinne wyprawy w teren czy manewry, coraz bardziej nam się podobają.
Tekst: Rosiu Zdjęcia: Rosiu i dMon |